Sąd: 2 lata to za mało
Stanisław Z., który po pijanemu w wypadku drogowym zabił żonę i dwie córeczki, nie wyjdzie przedterminowo na wolność już po dwóch latach odsiadki. Prosił o to dyrektor więzienia, ale sąd penitencjarny uznał dziś, że jest po prostu za wcześnie na wypuszczenie Z.
Stanisław Z. to były strażnik więzienny (ostatnio zatrudniony w areszcie śledczym w Lublinie przy ul. Południowej). 30 czerwca 2012 r. razem z żoną i czterema córkami był na grillu. Upił się. Jego brat i żona nie chcieli, by prowadził auto, ale Z. się uparł. W Wólce Rokickiej zderzył się czołowo z kią. Zginęła żona i dwie córeczki. Ciężkie obrażenia odniosły dwie starsze córki małżeństwa Z. i kierowca kii.
W więzieniu odwiedzają go córki
Z. miał 2,5 promila alkoholu w organizmie. Był sądzony za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i jazdę po kieliszku. Groziło mu nawet do 12 lat odsiadki. Adwokat b. funkcjonariusza więziennictwa chciał dla niego kary w zawieszeniu. Prokurator domagał się 10 lat więzienia. Sąd wymierzył Stanisławowi Z. cztery lata i 10-letni zakaz siadania za kółkiem.
Dopiero dwa miesiące temu minęła mu połowa kary, a więc mógł zacząć starać się o przedterminowe zwolnienie. Wniosek do sądu penitencjarnego złożył jednak dyrektor Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim płk Zbigniew Drożyński, w przeszłości szef Stanisława Z. w areszcie w Lublinie.
Pułkownik Drożyński przekonywał, że jego dawny podwładny jest wzorowym więźniem, odwiedzają go córki (opiekuje się nimi babcia), a i sam Z. dostaje przepustki, by je widywać. Sąd wniosek dyrektor rozpatrzył w czwartek rano w Opolu Lubelskim.
- Sąd stwierdził wprawdzie, że skazany prezentuje właściwą postawę, ma krytyczny stosunek do popełnionych przestępstw, bierze udział w terapiach, był wielokrotnie nagradzany, ale te okoliczności nie mogą przesądzić o warunkowym, przedterminowym zwolnieniu - relacjonuje Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.
Strażnik wie, co robić
W uzasadnieniu sąd przyjął, że Stanisław Z. jako były strażnik wie, jak należy dostosować się do rygorów pobytu w więzieniu.
- Ale taka postawa nie powinna być niczym wyjątkowym, bo jest to obowiązkiem każdego skazanego - zaznacza rzecznik. Sąd odmawiając Z. wyjścia na wolność, wziął pod uwagę, że dwa lata to za krótko, by ocenić, jak przebiega resocjalizacja. - Czy jest trwała i idzie w pożądanym kierunku - podkreśla sędzia Ozimek. Ponadto na decyzji zaważyły okoliczności popełnienia przestępstwa: jazda po alkoholu i trzy ofiary śmiertelne wypadku.
- Na pewno złoże zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, bo jestem przekonany, że mój klient powinien już opuścić zakład karny - zapowiada mecenas Andrzej Maleszyk.
Sam Stanisław Z. może dopiero za pół roku prosić ponownie sąd, by go zwolnił do domu. Dyrektor zakładu karnego ma taką możliwość w każdym terminie.
W więzieniu odwiedzają go córki
Z. miał 2,5 promila alkoholu w organizmie. Był sądzony za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i jazdę po kieliszku. Groziło mu nawet do 12 lat odsiadki. Adwokat b. funkcjonariusza więziennictwa chciał dla niego kary w zawieszeniu. Prokurator domagał się 10 lat więzienia. Sąd wymierzył Stanisławowi Z. cztery lata i 10-letni zakaz siadania za kółkiem.
Dopiero dwa miesiące temu minęła mu połowa kary, a więc mógł zacząć starać się o przedterminowe zwolnienie. Wniosek do sądu penitencjarnego złożył jednak dyrektor Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim płk Zbigniew Drożyński, w przeszłości szef Stanisława Z. w areszcie w Lublinie.
Pułkownik Drożyński przekonywał, że jego dawny podwładny jest wzorowym więźniem, odwiedzają go córki (opiekuje się nimi babcia), a i sam Z. dostaje przepustki, by je widywać. Sąd wniosek dyrektor rozpatrzył w czwartek rano w Opolu Lubelskim.
- Sąd stwierdził wprawdzie, że skazany prezentuje właściwą postawę, ma krytyczny stosunek do popełnionych przestępstw, bierze udział w terapiach, był wielokrotnie nagradzany, ale te okoliczności nie mogą przesądzić o warunkowym, przedterminowym zwolnieniu - relacjonuje Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.
Strażnik wie, co robić
W uzasadnieniu sąd przyjął, że Stanisław Z. jako były strażnik wie, jak należy dostosować się do rygorów pobytu w więzieniu.
- Ale taka postawa nie powinna być niczym wyjątkowym, bo jest to obowiązkiem każdego skazanego - zaznacza rzecznik. Sąd odmawiając Z. wyjścia na wolność, wziął pod uwagę, że dwa lata to za krótko, by ocenić, jak przebiega resocjalizacja. - Czy jest trwała i idzie w pożądanym kierunku - podkreśla sędzia Ozimek. Ponadto na decyzji zaważyły okoliczności popełnienia przestępstwa: jazda po alkoholu i trzy ofiary śmiertelne wypadku.
- Na pewno złoże zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, bo jestem przekonany, że mój klient powinien już opuścić zakład karny - zapowiada mecenas Andrzej Maleszyk.
Sam Stanisław Z. może dopiero za pół roku prosić ponownie sąd, by go zwolnił do domu. Dyrektor zakładu karnego ma taką możliwość w każdym terminie.